Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Zapowiada się ciekawy rok

Zapowiada się ciekawy rok

Wywiad z Renatą Przemyk – piosenkarką, kompozytorką i autorką tekstów.

Cały czas eksperymentuje Pani z muzyką, łączy różne brzmienia i style. Nie da się jednoznacznie określić czy to rock, alternatywa, czy piosenka poetycka. Do którego nurtu Pani najbliżej, w którym czuje się Pani najlepiej?
Pojęcie alternatywa jest dosyć pojemne i myślę, że w nim jest mnie najłatwiej i najcelniej umieścić. Pojawił się także styl indi, którym też spokojnie można byłoby określić to, co robię. W tej kategorii znajdują się ludzie, którzy z definicji robią rzeczy niezależne od mainstrimu i od wyraźnie ukonstytuowanych gatunków.

Współpracuje Pani z wieloma artystami, m.in. Plateau, Habakuk, Strachy na Lachy, Pidżama Porno, Nosowska. Jak dochodzi do takich projektów, skąd wybór zespołów?
Pojawiały się ciekawe propozycje, a ja tylko reagowałam na te, które podobały mi się najbardziej. Zeszły rok był rokiem współpracy z innymi zespołami, zaczęło się od grupy Strachy na Lachy. Grabaż zaproponował mi udział w koncercie „Zakazane piosenki”, gdzie artyści, głównie ci pamiętający Jarocin sprzed 20 lat, śpiewali po tak długiej przerwie piosenki (niekoniecznie swoje) z tamtych lat. Mnie przypadła w udziale m.in. piosenki Siekiery „Idzie wojna” i grupy Variete. Te czasy są mi szczególnie bliskie, bo rok 1989 jest datą mojego debiutu. W tym roku obchodzę więc 20-lecie swojej pracy artystycznej. Przełomowy koncert zaśpiewałam właśnie wtedy, na zaproszenie zespołu Armia w Jarocinie. Teraz, po 20 latach, wystąpiłam na tej samej scenie śpiewając kultowe piosenki z czasów komuny. Później Grabaż zaprosił mnie do swojego koncertu z Pidżamą Porno, koncertu „pogrzebinowego”, na zawieszenie działalności zespołu. Tam spotkałam muzyków z Habakuka, którzy zaprosili mnie do udziału w nagraniach płyty „Family Front”. Później, już niezależnie, zespół Plateau wysłał mi piosenkę, która również zrobiła na mnie dobre wrażenie. To spowodowało, że zdecydowałam się na duet. Pomyślałam, że Skoro piosenka jest ciekawa, to chyba warto.

Z której współpracy jest Pani najbardziej zadowolona?
Każda była inna. Z Habakukiem na koncertach śpiewałam również własną piosenkę „Drzewo”, którą oni przerobili na reggae. Całkiem nowe doświadczenie. Z Plateau – miłosny duet, a z Pidżamą Porno – ich hity sprzed kilkunastu lat, m.in. piękną piosenkę „Stąpamy oboje po niepewnym gruncie”. Do zupełnie innej kategorii należą punkowe numery z Jarocina sprzed 20 lat. Każde z tych przedsięwzięć było nieporównywalne. Nowe doświadczenie, ocieranie się o nowe gatunki, sprawdzanie się w nowej sytuacji, a przede wszystkim współpraca z fantastycznymi ludźmi.

Można Panią zobaczyć również w „Terapii Jonasza” na deskach Teatru „Rozrywki” w Chorzowie. Proszę powiedzieć jak rozpoczęła się przygoda z teatrem, co wnosi w Pani życie i czy nie myślała Pani o aktorstwie?
Z mojej przygody z teatrem zrobiła się dłuższa historia – z czego się bardzo cieszę. Ostatnio zagraliśmy w teatrze w Bielsku, w którym tak naprawdę zadebiutowałam – jako 12-latka występowałam w bajce dla dzieci. Teraz po 30 latach dotarłam tam już jako ktoś startujący z innego pułapu, zagrałam własny, akustyczny koncert. Ostatnie lata intensywnego związku z teatrem zaczęły się od 2002 r., kiedy padła propozycja napisania muzyki do spektaklu „Balladyna” w teatrze w Koszalinie. Była interesująca, bo reżyser Jan Machulski dał mi wolność artystyczną i środki na to trudne przedsięwzięcie. Nie można było odrzucić takiej propozycji. Była to mordercza praca ze względu na krótki czas, ale udało się i zaowocowało nagraniem płyty. Przedstawienie okazało się sukcesem, adaptował ją również teatr w Kołobrzegu. Muzyka została zarejestrowana na płycie i poza utworami instrumentalnymi są tam 4 piosenki napisane z Anką Saraniecką. Otwierają i zamykają każdy z 2 aktów, pełnią rolę narratora. Są niczym starożytny Chór Starców. Na Wybrzeżu zauważył nas niemiecki reżyser – Fred Apke, który 3 lata później zaproponował nam napisanie14 piosenek do spektaklu „Odjazd”, wystawionego już w Teatrze „Rozrywki” w Chorzowie. Muzykę z tego spektaklu właśnie nagrywamy w nowych aranżacjach, bo wcześniej były zaaranżowane specjalne dla aktorów śpiewających. Również ten projekt powstał wspólnie z Anną Saraniecką, autorką tekstów, z którą współpracuję już od 20 lat. Mogła powstać z nich niezależna od teatru produkcja głównie dlatego, że teksty są uniwersalne. Dlatego teraz zdecydowaliśmy się pokazać efekt naszej pracy szerszej publiczności. Później była „Terapia Jonasza” – komedia muzyczna o depresji, w której dostałam propozycję udziału wokalno-aktorskiego. To również też fantastyczne przeżycie, tym bardziej, że miałam szansę zagrać naprawdę z doskonałą ekipą aktorską. W tym regionie Elżbieta Okupska czy Maria Meyer są powszechnie znane i nie muszę ich specjalnie reklamować. To wspaniałe aktorki i wielkie gwiazdy. Są fantastycznymi partnerkami na scenie i bardzo wiele się od nich nauczyłam. Wydaje mi się, że od czasu występowania na scenie – zespół także to zauważył – zaczęłam więcej mówić. Ośmieliłam się i pozwalam sobie na improwizację i na spontaniczne reakcje, także poza sceną. Lada moment będzie miała miejsce następna akcja teatralna. Sztuka „Tramwaj zwany pożądaniem”, której premiera planowana jest na 14 marca w krakowskim teatrze Bagatela. Już wszystkie cztery spektakle są wykupione, więc dopada mnie trema.

Tam występuje Pani jako aktorka?
Gram rolę wokalno-aktorską, starą Meksykankę sprzedającą kwiaty koło cmentarza. To taka alegoria śmierci. Kojarzę się reżyserom z zimną „femme fatale”, tak jak w „Terapii Jonasza” – bezduszna, narcystyczna żona – gwiazda. Parę lat wcześniej zagrałam ducha przeszłości na cmentarzu w filmowej adaptacji „Kolędy wigilijnej” reżyserowanej przez Roberta Glińskiego. I tak oto bezkarnie pokazuję ciemną stronę osobowości.

Czy czuje się Pani spełnioną artystką, czy jeszcze są jakieś muzyczne marzenia?
Uważam, że jestem w fantastycznym momencie. Znalazłam się na takim etapie świadomości, że wiem, na co mnie stać, co mogę zrobić i jakimi środkami to osiągnąć. To, że nie jestem zupełnie anonimowa, daje mi szansę zaistnienia w różnych dziedzinach sztuki. I nie muszę nie zaczynać zupełnie od zera, jak ludzie zupełnie nieznani. Cieszę się, że pojawiają się kolejne propozycje, bo strasznie ciekawa jestem świata i swoich możliwości. Mam wiele planów…

A czy zdradzi Pani jakie to plany?
Teatr jest szerokim polem. Zaczęłam jako kompozytor, była muzyka podkładowa, potem piosenki, teraz jest gra aktorska i śpiewanie. Marzy mi się jeszcze, żeby zrobić coś w formie muzycznego monodramu, ale to jeszcze przede mną.

Kim jest Pani na co dzień? Jak Pani lubi spędzać wolny czas?
Jestem zwykłą, prostą gospodynią domową. Tyle, że słabo gotuję. W wolnych chwilach lubię czytać, słuchać muzyki, ale niestety niewiele mam na to czasu.

Czy pracuje Pani nad nowym materiałem? Kiedy można się spodziewać nowej płyty?
Po wakacjach wyjdzie płyta „Odjazd”. Na jesieni przygotowujemy projekt z Akustik Trio, chcemy zarejestrować koncert na płycie DVD. Materiał na zupełnie premierową płytę powstaje, ale jeszcze trochę czasu upłynie zanim się pojawi. W międzyczasie, jako że rok jest jubileuszowy – 20-lecie – będzie sporo koncertów w rozszerzonym składzie. Jest przewidziany koncert z orkiestrą i z zaproszonymi gośćmi. Udział w niektórych z tych koncertów potwierdziły Marysia Peszek, Kayah, Lao Che. Zapraszam, zapowiada się ciekawy rok.

przemyk-2

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 11.03.2009