Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » W poszukiwaniu idealnej formy

W poszukiwaniu idealnej formy

Veroniq Zafon to pseudonim Weroniki Drozd, urodzonej w 1975 roku w Bytomiu. Veroniq zajmuje się fotografią aktu, tańca i portretu. Podczas spotkanie opowiedziała jak zaczęła sie jej przygoda z fotografią, inspiracjach, słabosciach. Zachęcam do lektury wywiadu.

Dlaczego kryjesz się pod pseudonimem Veroniq Zafon?
Z pseudonimem Veroniq Zafon zaczęłam identyfikować się w bardzo ważnym etapie mojego życia. Podjęłam ryzyko, wyzwanie pomiędzy byciem wobec siebie szczerą i szczęśliwą a okazaniem słabości i podporządkowaniem się światu, w którym nie mogłam do końca odnaleźć siebie i szczęścia. Fotografia pozwala mi na szczerość i bycie sobą.

Kiedy i jak rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią?
Fotografowałam od 18 roku życia. Na początku były to pejzaże. Nic konkretnego. Raczej fotografowałam nieświadomie. Z biegiem czasu zauważyłam, że ważny jest dla mnie obraz. Uwielbiałam oglądać w księgarniach albumy Zdzisława Beksińskiego, Borisa Vallejo, Salvadora Dali, impresjonistów. Ważny stał się dla mnie film. Kadry i kompozycje. Pamiętam, że fascynowały mnie czarno-białe filmy Jima Jarmuscha. Dzisiaj doszły dobre polskie filmy Kieślowskiego, Kolskiego i kino Almodovara.

Czy jest to wrodzony talent, czy również efekt szkolenia i ciężkiej pracy?
Mogę tylko mówić o sobie o tym czego doświadczyłam. Swego czasu korespondowałam z Jerzym Kośnikiem, któremu wysyłałam swoje fotografie do oceny. To pan Kośnik zwracał mi uwagę na kompozycję i kadr. Jego wskazówki zawsze były cenne. Jestem jednak przekonana, że talent i wrażliwość są najważniejsze. A opanowanie techniki obsługi aparatu nie jest skomplikowane. Za to wrażliwości nie da się nauczyć jeśli się jej nie ma. O talent trzeba ciągle dbać, eksperymentować, poszukiwać i ciężko pracować, nie przestawać pomimo trudności i mieć w sobie wiele pokory. Czasem brak możliwości daje wiele możliwości. Przede wszystkim trzeba mieć dystans do krytyki i konsekwentnie dążyć do obranego celu. Nikt nie mówi, że jest łatwo, ale właśnie o to chodzi. Żeby nie było za łatwo. Myślę że obranie sobie swoich mistrzów w fotografii, podążanie za nimi to właściwa droga. Zawsze, gdy z niej zejdziesz możesz łatwo wrócić do właściwej idei, która cię wzrusza i prowadzi w poszukiwaniu własnego stylu. Zdobywanie warsztatu to proces długotrwały i towarzyszy mu ciężka praca przez lata. Myślę, że każdy fotografujący powinien sobie dać kilka dobrych lat na rozwój i naukę.

Skąd pomysł na fotografowanie kobiecych aktów w tańcu?
Akt jest poszukiwaniem idealnej formy ciała zaś taniec ułatwia to poszukiwanie. Osoby, które mają predyspozycje do pracy na scenie nie krępują się wyrażania emocji i gestów. Potrafią odtworzyć taki rodzaj emocji, o którym rozmawiam na sesji. Dodatkowo świadomość swojego ciała, przez efekt wieloletnich ćwiczeń, pozwala na panowanie nad nim. Nad ekspresją, mięśni, ścięgien. Każdy ruch obrazuje, emocjonalność ze środka lub do środka. Jest nośnikiem energii, napięcia, które przechodzi na widza, co jest ważne w mojej fotografii. Z takiej cielesnej materii można wyrzeźbić każdą ideę, o której się pomyśli.
Chciałam stworzyć w swojej fotografii uniwersalny rodzaj języka. Myślę, że ten „emocjonalny” język można odbierać intuicyjnie, ponieważ każdy z nas posiada cielesność, z którą ma do czynienia osobiście. Jest to świat ukrytych pragnień, emocji, potrzeb, marzeń, zmysłów i tego co daje życiu smak i zapach bez zakłamania. Te stany emocjonalne wyraża taniec a akt artystyczny jest dopełnieniem w jego idealnej formie.

Czy fotografujesz też inne sytuacje i płeć przeciwną?
Zdarza się że fotografuję również tancerzy. Jeśli chodzi o fotografię staram się specjalizować w fotografii aktu artystycznego. Przede wszystkim chcę być dostępna dla zwyczajnych kobiet, które nie mają do czynienia z pozowaniem. Marząc o zdjęciach dla siebie lub ukochanej osoby, przychodzą na sesje. Kobiety te są w różnym wieku. Przychodzą i opowiadają swoje historie, jedne są szczęśliwe drugie nie. Jedne szukają swojej kobiecości na nowo, a inne chcą jej doświadczać świadomie. Akt stał się czymś więcej niż samą fotografią aktu. Dla kobiet jest to wielkie przeżycie i doświadczenie. Sesje często spełniają rolę fototerapii. Pozwolę sobie stwierdzić fakt, że kobiety dodatkowo obnażają się często ze swoich dusz i to sprawia, że naprawdę są piękne. Przychodzą kobiety po ciążach, po wypadkach, po operacjach i te młode bez skazy. Przez takie obcowanie z ludźmi, fotografia aktu jest dla mnie za każdym razem „inna opowieścią”, kobiet pięknych i przede wszystkim „fotografią emocjonalną człowieka”.

Czy miałaś kiedyś do czynienia z tańcem? Skąd ta fascynacja?
Moją inspiracją odkąd pamiętam jest Kate Bush wszechstronnie uzdolniona artystka, wokalistka i tancerka. Wydała płytę pod tytułem The red shoes. Ujął mnie magiczny teledysk z czerwonymi pointami. Są magiczne, piękne, zmysłowe.
Połączyłam klasyczny akt z pointami, aby stał się rozpoznawalny dla mojej fotografii, ponieważ ta idea gdzieś głęboko w mojej duszy współgra. Uwielbiam pointy. Mam w domu malutką parę point.

Jesteś wszechstronnie uzdolniona. Napisałaś scenariusz do spektaklu „Olena i czarny kot”. Jak narodził się pomysł na takie przedsięwzięcie?
Wystawiając wcześniej fotografię aktu z tancerkami często myślałam o sposobie dopełnienia tych aktów inną formą sztuki którą jest taniec. Wymyśliłam historię do 5 minutowego tańca, przedstawiłam ją choreografowi Filipowi Jędruchowi. Zaczęliśmy rozmawiać. Doszłam do wniosku, że chyba szkoda tej historii na tak krótki taniec.
Reszta historii rozwinęła się w ciągu roku. W sumie miałam gotowe teksty dla narratora które tylko trzeba było wyciągnąć z szuflady i dopełnić scenariuszem . Scenariusz jest dość osobisty. Starałam się go pisać wtedy, gdy potrzebowałam. Historia Oleny to również muzyka, która na zasadzie skojarzeń buduje nastrój i ciągłość. Muzyka filmowa: Jasminum, Taniec Eleny, Wielkie nadzieje. Symbolika stołu i chleba to przenośnie do wielkiej tęsknoty i głodu, którym jest niespełniona miłość. Miłość do tajemniczego mężczyzny mającego właściwości przemiany w czarnego kota, który przychodzi do Oleny tylko nocą. Niestety nie wystarcza to Olenie, jej głodna dusza zostaje rozerwana przez różne wcielenia (różne kolory) kota z którym obcuje. Czarny kot to rzemieślnik doskonały, bawi się duszą Oleny i na zawsze ją zabiera ukazując swoje prawdziwe ja. Czarny kot to diabeł, który przy wykonywaniu swojej pracy uczestniczy w „wypadku” – zakochuje się w Olenie, dlatego tak niezwykle poetycko i z uczuciem opowiada o jej eteryczności i wrażliwości. Na końcu zabiera ją do siebie, ponieważ to jest jedyny sposób by zostać na wieki razem.

Czy jesteś zadowolona z realizacji, która miała miejsce niedawno w EC Szombierki? Jak oceniasz to wydarzenie?
Udało mi się przekonać wielu ludzi do wsparcia spektaklu wystawy i aukcji. Nawet jestem zaskoczona efektem. Z tego bardzo się cieszę jak również z faktu, że w środku tygodnia tak wielu ludzi przyjechało na spektakl. Pomoc dla Szymona to bardzo ważna rzecz. Bez pomocy wielu sponsorów wręcz nierealna. Cieszę się, że dane mi było do nich dotrzeć. Cenię sobie każdego sponsora i dziękuję jeszcze raz za wsparcie. Rehabilitacja Szymona jest bardzo ważna i każdy dzień w jego życiu daje mu szansę na powrót do realnego świata.

Masz słabość do kotów?
Tak…zwłaszcza mojego czarnego kota Namola z tytułowego zdjęcia „Olena i czarny kot” tuż po Behemocie z Mistrza i Małgorzaty.

Czy masz jakieś pomysły/marzenia na nowe przedsięwzięcia?
Tak. Po chwili odpoczynku. Chciałabym ruszyć z wystawą fotografii Akt i taniec. A nawet ze spektaklem Olena i czarny kot. Wystawiając go tam gdzie będą zainteresowani. Nowy scenariusz? Praktycznie już się pisze. Nowa wystawa obowiązkowo. Nie wiem ile to zajmie mi czasu. Na razie czeka mnie praca nad wystawą fotografii do Spektaklu Athyda. Spektakl ma premierę w okresie jesiennym w Bytomskim Centrum Kultury.

Gdzie można podziwiać Twoje prace?
Najczęściej w internecie, na moich stronach zawsze widnieje informacja o aktualnych wystawach www.veroniqzafon.fotea.pl oraz www.veroniqzafon.iportfolio.pl, a w niedalekiej przyszłości w studio galerii tatuażu Rectum ul. Dworcowa 5 w Bytomiu.

Dziękuję za rozmowę.

© Veroniq Zafon

© Veroniq Zafon

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 14.07.2010