Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Szkoda, że go nie ma

Szkoda, że go nie ma

Rozmowa z Sebastianem Riedlem, liderem i wokalistą zespołu Cree.

Jesteś najbliższą osobą Ryszarda Riedla. Minęło już sporo lat, jak wspominasz swojego ojca?
Bardzo mile, tak jak każdy syn wspominałby swojego ojca. Przede wszystkim bardzo czule i szkoda, że go nie ma dzisiaj.

Ideą festiwalu jest walka z nałogiem. Czy ten problem dotyczył kiedyś Ciebie, co myślisz o tej idei?
Ten problem mnie nie dotyczy, aczkolwiek idea jest bardzo dobra, dobre przesłanie, żeby ludzi przestrzec przed tym bałaganem, który nałóg wywołuje. Lepiej się zająć innymi rzeczami: miłością, wolnością, muzyką i iść tą drogą, bo to ma sens.

Jak oceniasz festiwal w tym roku, ze względu na zmianę miejsca?
Jest trochę inaczej, wiadomo nie jestem u siebie, troszeczkę mam dalej do domu, aczkolwiek korzenie pochodzą jednak z Chorzowa. Tutaj się urodził ojciec, tutaj mieszkała wcześniej cała moja rodzina, moja prababcia leży niedaleko stąd na cmentarzu, dlatego też jest to poniekąd bliskie miejsce.

W tym roku jest pełno jubileuszów, również Cree obchodzi swoje piętnaście lat…
Było ciężko i ciężko być musi, bo jesteśmy zespołem, który nie spełnia warunków i jest niewygodny dla mediów. Mamy swoje myślenie i jedziemy swoim torem, robimy to co kochamy i niektórym się to nie podoba. Nie damy się omamić i nie będziemy wchodzić w żadne układy. Robimy to co robimy, kochamy to co robimy. Raz jest gorzej, raz lepiej, ale generalnie jest ok.

Ostatnio odbył się Wasz koncert wraz z Orkiestrą Kameralną w Teatrze Śląskim. Jak oceniasz to przedsięwzięcie? Czy spełniło oczekiwania?
Myślę, że w jakiś sposób udało się to zrobić. Przez czas festiwalu można kupić płytę audio z tego koncertu. Niestety nie zdążyliśmy z wizją i pełne dvd ukaże się dopiero na jesieni. Będzie to ogólnopolskie wydawnictwo, szeroko dostępne dla ludzi. Teraz się nie udało, bo było za mało czasu, mieliśmy dużo pracy, a jednak to trochę trwa.

bast-2
PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 31.07.2009