Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Szkoda mi czasu na politykę

Szkoda mi czasu na politykę

Coma to zespół, o którym nie trzeba pisać wiele, bo w ostatnim czasie ich muzyka przykuła wielu słuchaczy. Mocne brzmienie gitar, metaforyczne teksty, interakcja wokalisty z publicznością, energia i szaleństwo – tak mogę krótko scharakteryzować każdy koncert w wykonaniu Comy. „Przyjechaliśmy skopać wasze pupki, wasze piękne pośladeczki na kwaśne jabłko” – to pierwsze słowa Piotra Roguckiego do publiczności na Maj Music Festival – i rzeczywiście tak było, dali z siebie wszystko. Już niebawem powtórka z rozrywki, ale już u nas – w Siemianowicach – na Rock Nocy. 

Kim byłbyś, jakbyś nie grał w Comie?
Nie zastanawiałem się nad takimi rzeczami, bo prawdę mówiąc szkoda mi na to czasu. Chociaż są momenty, że przychodzi mi do głowy rozpatrywanie losów wstecznie. Właśnie to jest zaskakujące pod względem filozoficznym. Dlaczego ludzie się nie zastanawiają nad tym, dlaczego nie jest im przykro, że nie istnieli zanim się urodzili, a jest im przykro, że nie będą istnieć po tym, kiedy umrą. Czasem się zastanawiam, co by było, jakbym nie poszedł do technikum elektrycznego, mimo, że jestem umysłem na wskroś humanistycznym. Gdybym nie poszedł do technikum, zespół Coma pewnie by nie istniał. Wszystko ma jakieś swoje uzasadnione głęboko przyczyny i zjawiska się ze sobą zazębiają. Nie wiem kim bym był, pewnie bym naprawiał telewizory.

Co jest dla Ciebie najważniejsze, a co było na początku grania?
W kwestiach dotyczących zespołu i muzyki cały czas te same rzeczy są najważniejsze. Na różnych etapach działalności zespołu są różnego rodzaju kwestie techniczne i ograniczenia, które nas spotykają. Ograniczenia wynikające z braku popularności lub z nadmiaru tejże popularności, z braku doświadczenia lub zbytniej rutyny. Ale istotą tego, co robimy jest zawsze robienie muzyki. Zastanawiamy się raczej nad merytorycznymi kwestiami niż ogólnymi sprawami, które temu towarzyszą, czyli nad tym, żeby mieć natchnienie, pomysły, czas i móc sobie umieć zorganizować czas na ich realizację. Żeby nie za bardzo się zachwycać sukcesami i pobocznymi kwestiami tylko skoncentrować się na tym, co naprawdę mamy do zrobienia, czyli, broń Boże, nie stać się celebrytami, a realizować swoją zasadniczą misję, czyli tworzyć. To jest dla nas najważniejsze i to cały czas było najważniejsze, urzeczywistniać z góry założone manifesty i projekty, które siedziały w naszych głowach.

Tak się składa, że co 2 lata wydajecie płytę. Czy ta harmonia jest zamierzona?
Nie planujemy tego, to wyszło przypadkowo, ale myślę, że chyba powinniśmy przyjąć jakąś regułę i ustosunkować się do tego, na zasadzie, że to jest dobry termin. Mniej więcej tak to wygląda, że rok zajmuje nam przygotowanie materiału i zrealizowanie go, zaaranżowanie, a później wydanie. Następny rok jest potrzebny na eksploatacje, pokazanie tego materiału ludziom. Kolejny rok na jakieś inspiracje, improwizacje i tworzenie, no i znowu cykl zamykający to, czyli realizacja i wydanie. Mam nadzieję, że nasza czwarta płyta wyjdzie po dwóch latach, a nie później. Jesteśmy na tyle dobrze zorganizowani, że jest duże prawdopodobieństwo, że po dwóch latach ta płyta będzie. Jakby nie patrzeć, to zostało już półtora roku.

„Hipertrofia” zawiera dwie płyty, jest dużo materiału muzycznego. Czy to jest materiał powstały wcześniej, czy wszystko rzeczywiście udało wam się przez te dwa lata zgromadzić?
Jest jeden utwór, który istniał wcześniej – „Cisza i ogień”, on jest dobrze znany publiczności Comowej z koncertów. Akurat tak dobrze się wpisał w charakter całego albumu i w całą koncepcję, że nie mogliśmy z niego zrezygnować. Poza tym, to była ostatnia szansa, żeby go utrwalić na wieczność na jakimś krążku, dlatego zdecydowaliśmy się na to. Natomiast cały materiał, przynajmniej 90%, powstało w Jaworkach w ciągu 2 tygodni – to były szkice. Niektórzy myślą, że zrealizowaliśmy płytę w dwa tygodnie, włącznie z tekstami i pomysłami na łączniki. Natomiast szkice, czyli kręgosłup całego albumu powstał w rzeczy samej w dwa tygodnie wspólnej improwizacji i zabawy z muzyką w Jaworkach. Później przez cały rok dokonywaliśmy aranżacji, zmian, skrótów, wydłużeń, dopisywałem teksty i realizowaliśmy album. Jak na nas, to jest całkiem niezły wynik, bardzo szybko.

„Hipertrofia” zbierała już różne recenzje. Mnie osobiście irytują przejścia między piosenkami. Skąd pomysł na nie?
Są ludzie, którzy to akceptują, są tacy, którym to nie odpowiada. Spotkałem się z różnymi opiniami na ten temat. My zrealizowaliśmy ten projekt, bo to tkwiło w naszych głowach. Od początku myśleliśmy o tym, żeby stworzyć album koncepcyjny, który będzie miał różnego rodzaju komentarze właśnie w postaci takich interludiów. Nie wszyscy to ogarniają, ale my jesteśmy z tego zadowoleni, była to dla nas niezła zabawa, a poza tym te interludia powodują taką większą intymność i bliskość z ludźmi, którzy mają na tyle wrażliwości, żeby się w nie wgłębić. Ci, którzy wolą sobie sami wykreować rzeczywistość dotyczącą Hipertrofii, nie muszą ich słuchać, dlatego podzieliliśmy tę płytę na więcej indeksów. Mogliśmy wpisać te łączniki w utwory, natomiast zrezygnowaliśmy z tego, żeby ludzie mogli mieć wybór i mogli sobie to ewentualnie wyłączyć.

Jesteś autorem tekstów. Który tekst jest dla Ciebie szczególnie osobisty i przywiązujesz do niego największą wagę?
Każdy tekst jest dla mnie ważny w momencie, gdy powstaje. Gdy jest eksploatowany na koncertach – również jest ważny. Każdy z nich wzbudza jakieś emocje, każdy z nich jest związany z jakąś albo historią, inspiracją lub zjawiskiem, które mnie dotyczy. Niemniej jednak, nie wyróżniam żadnego.

 Jaki był Twój największy zawód w karierze muzycznej lub największy sukces?
Nie ma. Spotyka się po drodze różne zawody, ale są one wpisane w tę pracę i zjawisko bycia muzykiem. Spotyka się również w momencie, gdy zna się swoją wartość i wierzy się w to, co się robi oraz ta wartość jest potwierdzana przez ludzi. To dla ludzi tworzymy i to jest symbioza, bez której nie istnieje żadna twórczość artystyczna. Twórczość jest realizowana po to, by miała swoich odbiorców i do nich jest zazwyczaj kierowana. Czasem śmieszą mnie zarzuty, z którymi się spotykam, że zespół Coma nie jest już taki, jak kiedyś. Nie jest już undergroundowy i wydał płytę, która sprzedała się w platynowym nakładzie, co powoduje, że niektórzy uważają, że się sprzedaliśmy. W takim razie najlepiej by było gdybyśmy nie wyszli z garażu, nikt by o nas nie słyszał, wtedy bylibyśmy najcenniejsi, co jest totalną bzdurą.

Czy interesuje Cię polityka? Jaki masz do tego stosunek?
Polityka jest nudna, smutna, brudna i nie dla mnie, więc szkoda mi czasu na to. Gdy czytam gazety przeglądam raczej strony, w których mówią o nowych spektaklach albo o filmach. Polityka polska to jest jedno wielkie gówno i mnie w ogóle nie interesuje.

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 21.05.2009