Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Stanisław Trefoń i jego niezwykła kolekcja Barwy Śląska

Stanisław Trefoń i jego niezwykła kolekcja Barwy Śląska

Stanisław Gerard Trefoń to rudzki kolekcjoner twórczości amatorskiej, który we własnym domu zorganizował galerię „Barwy Śląska”.

79-letni mieszkaniec Halemby posiada zbiór około 3 tysięcy dzieł. Jego działalność i pasję doceniają koneserzy sztuki, ale nie tylko… Stanisław Trefoń został zgłoszony do akcji „Zwykły Bohater”. Mimo wyjątkowego zbioru i aktywności kolekcjonera, władze miasta nie wspierają jego działalności, wręcz jeszcze zniechęcają nakładając podatek za prowadzoną galerię. Stanisław Trefoń rozważa przeniesienie galerii do Nakła Śląskiego.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze sztuką twórców niezależnych?
Kiedyś nie było radia, telewizji, więc zbierało się znaczki, monety i to hobby się wtedy rodziło. Takie prawdziwe kolekcjonerstwo zaczęło się w na przełomie maja i czerwca 1952 roku, kiedy byłem w Krynicy na wczasach. Mieszkałem w Patrii i tam niedaleko urzędował malarz Nikifor, o którym wtedy nic nie wiedziałem. Z wczasów najczęściej przywozi się pamiątki, więc ja kupiłem w tym celu obrazy Nikifora. Od tego czasu zaczęło się kolekcjonowanie sztuki naiwnej. Kiedyś dotarcie do twórców sztuki amatorskiej nie było takie łatwe jak dziś. Bywało, że traciło się cały dzień żeby zdobyć jakieś dzieło. Dawałem ogłoszenia do „Trybuny Robotniczej”, „Gościa Niedzielnego” i w ten sposób szukałem jakiegoś kontaktu. Artyści kiedyś byli bardziej w ukryciu i niechętnie sprzedawali swoje dzieła.

Ile dzieł w tej chwili liczy Pana zbiór?
W tej chwili jest około 3 tysięcy sztuk, ale to nie jest spisane. Chciałbym żeby powstało coś w postaci katalogu, książki. Na razie starałem się dwa razy o stypendium, ale dostałem odmowę od marszałka, więc nie wiem czy we własnym zakresie nie dam rady tego zrobić. Chciałem ze swojego zbioru pokazać około 250 autorów, bo wszystkich śląskich twórców mam około 50, a chodzi o to żeby właśnie ich pokazać, którzy tutaj coś znaczą. Interesują mnie artyści, którzy gdzieś już pokazali swoje prace, zostali nagrodzeni i można o nich już coś napisać.

Proszę wymienić kilku najcenniejszych autorów, których prace Pan posiada.
Musiałbym zacząć od Nikifora Krynickiego. Duże zasługi ma Władysław Luciński – instruktor grupy bielszowickiej, Teofil Ociepka, Paweł i Leopold Wróbel, rodzina Krawczuków, Erwin Sówka, Karpiński, Marcolowie, Skiba, Chmielarski.

Jakie jest zainteresowanie Pana zbiorami innych instytucji, ludzi zajmujących się sztuką?
Bardzo często udostępniam swoje zbiory na wystawy i jest to największy kłopot. Co drugi dzień mam w tej sprawie telefon. Grupa 66, która obchodziła 66-lecie istnienia, nie miała najważniejszych autorów, dlatego pożyczyłem im obrazy. Niedawno pożyczyłem obrazy muzeum w Katowicach, ponieważ organizują wystawę o tematyce kozy, w Skansenie Królowa Luiza jest wystawa ginące zawody i obyczaje. Cały czas prace gdzieś wędrują, zainteresowanie jest duże.

Jak doszło do tego, że galeria znalazła się u Pana w domu?
Być może w 2006 roku popełniłem błąd. Poproszono mnie o przeniesienie kolekcji do Kanady, chcieli mi zapłacić i zaproponowali, że byłbym kustoszem, ale jak się to mówi – kto na stare lata drzewa przesadza? Być może podjąłem złą decyzję, bo mógłbym tam pobyć 5 lat, zarobić pieniądze i wrócić, a tak mam same zmartwienia. Po ukazaniu się artykułu w gazecie „Wróble i Sówki wyfruną do Kanady” zrobił się ruch wokół kolekcji, ale Ruda Śląska zaoferowała mi 80 metrów kwadratowych w Muzeum Rudzkim im. Chroboka. Powiedziałem, że taką powierzchnię mam w domu. Ostatnia oferta, jaka wpłynęła to były Tarnowskie Góry. Wydzierżawili Zamek w Nakle Śląskim i z racji ulokowania kolekcji otrzymali pieniądze z Unii Europejskiej na odbudowę Zamku, który w tym roku ma być oddany do użytku. Być może w przyszłym roku się tam przeniesiemy. Tutaj nie ma szans tego pomieścić. Do tego dochodzi fakt, że miasto liczy to jako część zarobkową, a jaki ja mam z tego zarobek? Przychodzą wycieczki szkolne, człowiek poświęca swój czas żeby coś pokazać, przypilnować. W innych miastach takim kolekcjonnerom jak ja na działalność miasto daje pieniądze i są zwolnieni od podatków, a tutaj policzyli mnie 22 zł od metra. Przyznałem, że prowadzę tutaj działalność gospodarczą, ale policzono mi również część mieszkaniową, w której nie prowadzę działalności. W tym celu było zorganizowane kiedyś spotkanie z władzami miasta, gdzie ustaliliśmy zasady współpracy. Zobowiązałem się pisemnie oddać dla miasta 500 obrazów w zamian za znalezienie pomieszczenia o powierzchni 500 metrów kwadratowych. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem odpowiedzi. Jedyne co mi zaproponowano to 80 metrów kwadratowych, o których już wspominałem. Nie będę chodził jak żebrak na kolanach i prosił się. Nie ma również ostatecznej decyzji odnośnie podatku, jaki mi naliczyli.

Jakie jest zainteresowanie tą sztuką? Czy ludzie przychodzą oglądać zbiory?
Przychodzą, choć może nie jest to jeszcze dobrze nagłośnione i mieści się na uboczu. Ludzie przychodzą i są zaskoczeni, często nie wiedzą, że coś takiego tutaj jest. Przychodzą wycieczki, przyjeżdżają również wycieczki rowerowe, ale naszemu miastu widocznie to się nie podoba. Wszyscy piszą, że jest to kolekcja nie tylko na skalę polską, ale i europejską. Mimo to nie mam warunków bytu. Kolekcja rzeźby w węglu, którą posiadam jest unikatowa na skalę europejską. Mam około 300 rzeźb z lat 50.

Czy na przestrzeni lat otrzymał Pan jakieś wsparcie z zewnątrz?
Na razie nie. Jak robiłem wystawę Juliusza Marcisza, który był założycielem ruchu amatorskiego na śląsku, miasto Ruda powiedziało, że gdyby to było na ich terenie to by dali pieniądze, ale było w Tarnowskich Górach. Niedawno miała odbyć się wystawa olimpijska, którą miasto miało wesprzeć finansowo, ale w efekcie tak się nie stało, dlatego musieliśmy to przesunąć. Konkurs wymaga większego wkładu finansowego, którego nie mamy.

Stanisław Trefoń (C) Basia Jendrzejczyk - piszeskladampstrykam.pl (1 of 1)

PUBLIKACJA | portal RudaSlaska.com.pl | 26.10.2012