Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Publiczność to skarb

Publiczność to skarb

Wywiad z liderem, współzałożycielem zespołu T.Love – Muńkiem Staszczykiem.

T.Love gra już prawie 30 lat. Z czego jesteś najbardziej dumny, patrząc na swój dorobek artystyczny?
Generalnie z całości, wszystko płynie. W przyszłym roku będziemy mieli 30 lat. Trzy bardzo różne dekady. Jestem zadowolony z publiczności, że ciągle ją mamy i nie jest wirtualna tylko autentyczna. To są ludzie w bardzo różnym wieku i często jest tak, że starszy brat poinformuje siostrę, ojciec córkę albo syna i tak to idzie. Jak w bluesie – po prostu gramy. Każda płyta to był jakiś odcinek. Z moich projektów nie mogę niczego wyróżnić, bo takie same znaczenie mają pierwsze piosenki, jak: „Wychowanie”, „Liceum”, czy „Chłopaki nie płaczą”, czy też te ostatnie. Jedne są bardziej pop, inne bardziej szorstkie. Na pewno jest kilka płyt, które bardziej lubię z tym, że nie słucham T.Love na co dzień, tylko jak robimy nowy album. Z perspektywy czasu myślę, że są to „Pocisk miłości”, King”, „Prymityw”, „All Capone”, „I hate rock&roll” oraz różne pojedyncze piosenki. Projekty: Szwagier Kolaska – uważam, że to jest dobry album, duety – tego było dużo, ale raczej ująłbym to globalnie.

Jesteście bandem wielopokoleniowym. Czy wasza muzyka trafia do jakiejś określonej grupy czy też obserwujecie różnorodność wśród publiczności?
Nie jesteśmy bandem sekciarskim – nie mamy takiej ultrapubliczności, jak zespoły metalowe, czy Kult, wpatrzonej we wszystko, co robimy. Ci ludzie przychodzą, odchodzą, mają różne okresy, w którym mówią T.Love kiedyś był fajny, teraz nie jest fajny. To trochę jak grypa – każdy przechodzi przez The Doors, w Polsce dużo ludzi przeszło przez T.Love. Wcale nie chcę być jakimś kaznodzieją żeby za mną rzesze szły na zasadzie przywódcy. T.Love wywodzi się z pnia rock&roll’owego, jak najprostszego grania, które wychodzi z dawnego szorstkiego bluesa typu Muddy Waters, przeszło przez Chuck’a Berry’ego, Rolling Stones, potem The Clash. Mamy piosenki reggae, pop, harmonie z lat 70, disco. Ja spajam swoją osobą i tekstami ten zespół. Publiczność jest różna i to mi się podoba: studenci, dreadziarze, metalowcy, punkowcy, dorośli faceci i kobiety z korporacji. To jest ciekawy fenomen T.Love, że mamy tak różnorodnych odbiorców w tym publiczność plenerową, kiełbaskowo-piwną, która zna kilka hitów z telewizji, czy też z radia. Każdej publiczności należy się szacunek. Nie zamykamy się oczywiście – lubimy grać w klubach, tam jest najmniejsza publiczność, kilkaset osób, ale to są najwdzięczniejsze koncerty. Zarabia się na nich najmniej, ale są najprzyjemniejsze, bo tam ludzie przychodzą specjalnie dla ciebie – nigdy z tej publiki nie zrezygnujemy, ponieważ nie ważne czy mamy płytę czy nie, to klubową trasę zawsze gramy. Publiczność to skarb, bardzo sobie ją cenię i uważam, że jest dość inteligentna.

Czy jest coś czego się wstydzisz?
Jestem tylko człowiekiem – wiadomo ludzie mnie postrzegają jako gwiazdę, ale jestem człowiekiem, który ma swoje słabości, kryzysy, dołki, górki, gorsze dni. Nie możesz sobie mówić, że zawsze będziesz perfekt, więc po prostu traktuję życie w ten sposób, że jest to linia sinusoidalna i jak wyrżnę łbem o coś, no to sam z własnej winy. W tym wszystkim jest nauka. Były różne momenty, przez różne rzeczy zespół przeszedł i trudno żeby nie przeszedł, bo nikt nie był tutaj ministrantem ani świętym, ale też nie chodzi o to żeby się zabić. Generalnie nie żałuję. Ten zespół stanowi związek koleżeński, oprócz tego jest firmą pracowniczą. Sami faceci tyle lat w busie, wkurzamy się czasami, często się to rozładowuje – czasami zabawą, czasami pięściami, ale generalnie w sytuacji ekstremalnej każdy by sobie pomógł. Z pierwszego składu z Częstochowy tylko ja zostałem, ale obecny skład też ma już prawie 20 lat, ostatnio z małymi zmianami. W ten sposób to traktuję, że chciałem grać, mam to co chciałem, nie wiedziałem, że to tyle potrwa, bo jak zaczynałem, to faceci w tym wieku byliby dla mnie totalnie niewiarygodni na scenie. Dzisiaj inaczej na to patrzę, bo widziałem parę koncertów, np. Bob Dylan, BB King, już nie mówię o Rolling Stones, Johnny Winter – dają przykład, że można grać do śmierci. Oczywiście to jest stara zasada bluesowa, która mi się podoba. Nie wiem jak będzie ze mną, natomiast muzyka jest ważna w moim przypadku – to już nie chodzi o sławę, tylko o to, żeby fajnie grać muzykę, a to jest oczywiście narkotyk i taka jest scena. Nie wiem ile to potrwa, gramy po prostu cały czas i zobaczymy, natomiast różne były momenty i różne były gorsze piosenki.

Czy miałeś kiedyś dość rock and roll’a i grania?
Nie raz, ale nie można być też taką kapryśną panną, bo generalnie kilka osób zależy od tych moich kaprysów. To nawet nie chodzi o rząd, tylko w zespole jest nas 7, (z saksofonistą, który gra w kilku piosenkach), oprócz tego cała ekipa – ludzie od świateł, akustyk, facet od odsłuchu, 2 technicznych, 2 managerów, 2 kierowców. No i nie można powiedzieć: „pan Zygmuś ma migrenę”. Ja ustalam wszystkie terminy, tak się układa, że nie gramy cały rok, mamy 3 miesiące przerwy – zespół może sobie na to pozwolić w tym momencie, natomiast miałem dość. Nigdy oficjalnie tego nie powiedziałem. Mówiłem, że różne się miewa deprechy, kryzysy i czasami się już nie chce, ale ten najgorszy moment już minął. Nie wiem, co bym mógł w zasadzie robić, bo jestem dosyć aktywny. Mógłbym nie nagrywać nowych płyt, odcinać kupony, tylko grać jak niektóre zespoły z lat 70 typu Smoke, Slate, Sweet ludzie słuchają tego z nostalgią. Uważam, że jak ktoś jest na scenie, to powinien pokazywać nowe rzeczy. Na dzień dzisiejszy jest tak, że nie zamierzam zakończyć tematu.

Skąd decyzja o solowej płycie? Czy jesteś zadowolony z tego projektu i myślisz o kolejnym?
To chodziło za mną. Jak kończyłem 40 lat to mówiłem, że wypadałoby taką płytę z kimś zrobić i naturalnie padło na Jasia, bo przecież zrobiliśmy kiedyś razem duże hity, takie jak „Warszawa”, „King”, dwie płyty „Z miłości” oraz „King” i facetowi talent nie wyparował. Pomyślałem, naturalnie, że taki projekt trzeba realizować z nim, rozumiał mnie zawsze tak jak nikt i dobrze się nam razem pracowało. Był trochę młodszy ode mnie, ale słuchaliśmy podobnej muzy, wychowaliśmy się na podobnych klimatach, uwielbialiśmy punk rocka, The Clash, Stonesów, Iggy Pop, Ramones i tą całą gitarówkę. Taki classic album powstał, nie kwalifikujemy się tutaj na jakieś new soundy, czy elektro. Celowe to jest, z szacunku do klasyki, która gdzieś tam nas kształtuje. Album wyszedł nie najgorzej, grano go w radiu, była złota płyta i koncerty może nie takie jak z T.Love, ale miały swój urok. Ponieważ wróciłem do grania z Jankiem to, to co kiedyś 12 lat temu nie potrafiliśmy wygrać, dużo lepiej gramy w ogóle jesteśmy doroślejsi.

Czy jesteście zadowoleni z efektu? Czy myślicie o kolejnym albumie?
Na razie nie myślimy o kolejnym albumie. Teraz mam 2 płyty T.Love na głowie, dwupłytowy album, który musi się po prostu ukazać w przyszłym roku. W tym roku wyjdą 2 piosenki nowe w starym składzie T.Love, nagraliśmy też T.Love Alternative – to wyda SP Records. Pod koniec roku wyjdzie taki katalog dla ultrafanów, obecnie w EMPiK-ach, Media Marktach nie ma wszystkich płyt zespołu, więc padł pomysł żeby dodatkowo do tego katalogu dodać 3 nowe piosenki, a w przyszłym roku będzie nowy album o tytule „Old is gold” i będzie gdzieś tam dochodzącym do starego źródła – słychać blues, słychać Elvisa, Johnny Cash’a, Boba Dylana. Myślę, że album wyjdzie dopiero w 2012 r. na wiosnę lub jesień, potem mamy w planie jeszcze jedną płytę. Ogólnie mówiąc po prostu nie uczestniczę na razie w żadnych duetach bo nie mam czasu. T.Love czeka już długo z tym albumem gdyż ostatni był w 2006 r. Nie wiem, nigdy się nie mówi nigdy, czy ja z Jankiem coś nagram, to nie wiem, ale na pewno na razie nie.

Jak oceniasz współczesną polską scenę muzyczną? Czy masz jakichś faworytów?
Dużo jest dobrej muzyki, gorzej jest z promocją. Oczywiście młode zespoły mają tą przestrzeń cyfrową, muszą liczyć na myspace, youtube. Jest kilka fajnych zespołów np. L.Stadt, czy Hatifnats – te dwa jakoś mi tak wpadły w głowę, ale generalnie myślę, że problem polega na tym, że teraz płytę może mieć każdy, ale co dalej z tą płytą? Ostatnio byliśmy w Sztokholmie na koncercie, oczywiście to jest bogatsze państwo, większa świadomość muzyczna – wchodzisz do sklepu i masz wszystko. Byłem tutaj w Media Markt, podobno ten w Będzinie jest jednym z najlepszych w Polsce i zapytałem o kilka zespołów, które nie są z Radia Zet, no i jest problem. Wiadomo, że ludzie kupują na necie, w sklepach płytowych jest słabo i generalnie tak samo w radio. Trzeba liczyć na jakieś audycje autorskie, stacje państwowe, „Trójka” jeszcze coś zagra, a taki fajny ciekawy zespół to gdzie ma się pokazać? Tylko autorskie audycje, bo komercyjne bardzo ostrożnie. Nie ma cenzury politycznej, jest cenzura biznesowa. Nie zagra ktoś czegoś, bo ludzie jak coś polubią, to słyszeli to już 80 tys. razy. Taki zespół jak nasz nie ma problemu, bo w katalogu stacji jest z 5-6 naszych piosenek w kółko i z tego żyjemy, no oczywiście wolałbym żeby te nowe też grali. Natomiast na pewno nie będziemy robić nowej płyty T.Love pod stację, zobaczymy czy zagrają. Płytę Muńka zrobiliśmy tak jak chcieliśmy, bardziej w stronę popową i to, że stacje grały to fajnie, bo ja się nigdy hitów nie wstydzę. Radio ma taką siłę, że jak usłyszysz za przeproszeniem shit’a 80 razy to on się stanie hitem – po prostu wejdzie ci w głowę. Kibicuję młodym bandom, jak jest możliwość to niech nas supportują. Wiele już dzisiejszych gwiazd supportowało nas dawno temu, jak Komety, Partia, Cool Kids of Dead, Pidżama Porno – sto lat temu, później nas przeskoczyli zdecydowanie. Dużo tego było, jak można to się pomaga.

Jak to jest przeżyć w swoim życiu dwie trzydziestki? Bo już niedługo Cię to czeka ponownie?
Tak długo obchodziliśmy 25 – wszystko było podszywane pod nią, że 30 trzeba tak raz grzmotnąć a dobrze. Pewnie będzie jakiś koncert, jakieś DVD. W styczniu 2012 r. będzie jubileusz. Prawdopodobnie zrobimy go później, ale generalnie tak pod kątem nowego albumu, który akurat wyjdzie na 30 urodziny, więc najlepszym prezentem dla mnie będzie, jeśli ten nowy krążek będzie udany, ludzie go kupią i docenią, bo w dzisiejszych czasach podwójny album jest czymś niemodnym. Właściwie to idziemy mega pod prąd, ludziom nie chce się słuchać, oni działają na zasadzie kompilacji, robią sobie w ipodzie kompilacje 3-4 kawałki. Ja jestem gościem, który słucha albumu, ale moje dzieci mniej.

muniek3-2

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 23.02.2011