Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Piosenki muszą się bronić same

Piosenki muszą się bronić same

10 marca sala Siemianowickiego Centrum Kultury wypełniła się po brzegi. Wszyscy spragnieni uczty muzycznej w wykonaniu zespołu Raz Dwa Trzy. Koncert był wyjątkowy – mogliśmy usłyszeć największe przeboje zespołu. Po występie miałam przyjemność porozmawiać z liderem zespołu – Adamem Nowakiem, którego twórczość szczególnie sobie cenię. Zachęcam do lektury wywiadu.

Każdy Wasz koncert jest inny. Czy jest to jakoś zaaranżowane? Czy przygotowuje się Pan dla konkretnej publiczności czy też to, co słyszymy między piosenkami jest spontaniczne?
To jest działalność hobbystyczna, ja bardzo lubię konferansjerkę, rzadko się zdarza żebym powtórzył to samo, nawet kiedy gramy kilkanaście koncertów pod rząd. Był taki czas, że przygotowywałem to co mówiłem między piosenkami – to wynikało bardziej ze stresu i takiej porządności w prezentacji tego, co może być między piosenkami. Potem był taki moment, że nic nie mówiłem, następnie odkryłem możliwość improwizacji i mówiłem bardzo dużo, a obecnie wracam do małomówności, co mi się bardzo podoba, bo piosenki muszą się bronić same. Mam nadzieję, że będą różne warianty – od kompletnej ciszy pomiędzy piosenkami po prawdopodobnie jakieś dłuższe wypowiedzi.

Jak to się dzieje, że w dzisiejszych czasach jesteście cały czas wierni swojej muzyce, słychać szczerość w Waszym brzmieniu – przez co pewnie nie słychać Raz Dwa Trzy w komercyjnych stacjach, ale Wasza płyta świetnie się sprzedaje i co więcej dostaliście 6 nominacji do Fryderyków!
Tak, ja nie wiem na czym polega ta tajemnica. Być może jest w tym coś z takiego budowania przez lata relacji między odbiorcą a wykonawcą, budowania zaufania, wrażliwości i szacunku dla słuchacza przy własnej autonomii, przy wierności temu w co się wierzy i co się gra. My nie tyle jesteśmy wierni własnej muzyce, co muzyce w ogóle, bo ona jest bardzo ważna w naszym życiu i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w której mielibyśmy zrobić czy nagrywać coś koniunkturalnego. Gramy to, co potrafimy i to, co chcemy powiedzieć i to znajduje słuchaczy. Jestem z tego powodu stuprocentowo szczęśliwy, bo to jest dla wykonawcy komfortowa sytuacja, że cieszy się takim zaufaniem wśród publiczności i pomimo tego, że rzadko jesteśmy w mass mediach, to jednak publiczność koncertowa nas poważa.

Jak Pan ocenia współczesną muzykę? Czy ma Pan jakichś faworytów?
Tego jest tak dużo, że nie sposób w ogóle się połapać. Żyjemy dosyć często w świecie muzyki, dlatego chętnie posługuję się ciszą. Chciałbym grać muzykę, którą sam pragnąłbym usłyszeć, nie muzykę, którą słyszałem w radiu, czy muzykę, którą chciałbym powielać, naśladować. Oprócz tego, że mam swoich ulubionych wykonawców, których lubię bardzo za to co robią, za ich postawę, za muzykę, właściwie za całokształt. Nie obchodzi mnie wcale to jakimi są ludźmi tylko to co tworzą.BJ: Przykłada Pan dużą wagę do słów tekstów piosenek. Czy nie odnosi Pan wrażenia, że obecnie tracimy szacunek do słowa? Co Pan myśli o tych prostych piosenkach, które co gorsza trafiają na szczyty list przebojów? AN: Dużo rzeczy się trywializuje – to prawda. Żeby odczuć swego rodzaju szczęście lub zadowolenie z chęci opowiedzenia jakiejś historii, muszę do tego użyć takich słów albo poszukiwać takiego języka, który mówiąc w skrócie sprawi mi frajdę, że mogę za jego pomocą opowiadać. Chciałbym bardzo żeby tekst, metafora, czy też to, co jest w tekstach naszych piosenek zaskakiwało mnie i słuchacza. Ja bez tego efektu zaskoczenia, bez efektu oddziaływania na odbiorcę nie potrafię funkcjonować. Umiem zaśpiewać piosenkę o tym, że biegnę, ktoś mnie goni, uciekam przed życiem i na końcu je znajduję. Wszystko można opisać i zaśpiewać, tylko pytanie jest takie czy to zaspokoi moją chęć opowiedzenia historii w taki sposób w jaki sobie wyobrażam? Jeżeli nie zaspokoi to ja mam głód, a jeżeli mam głód to mam niepokój, a jak mam niepokój to mnie trafia szlag. W związku z tym muszę tak postępować i iść takim torem żeby być spokojnym, a jeżeli będę spokojny, wtedy będę wiedział, co i w jaki sposób opowiadam.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że nie zdecydowałby się na użycie swojego wizerunku w jakimś celu komercyjnym tylko dla korzyści materialnej. „Artysta nie jest po to żeby iść na skróty żeby mu było łatwiej. Artysta jest od tego żeby mu było trudniej”.
Innymi słowy to jest to, co powiedział Tadeusz Kantor, że „Artysta ma obowiązek robić rzeczy, których nie potrafi”. W związku z tym zawsze znajdą się takie dziedziny, w których będzie musiał się uczyć, doskonalić i będzie musiał poszukiwać. Jeżeli przestanie to robić to może spokojnie przestać być wykonawcą, bo zacznie odcinać kupony od tego, co zrobił. Nie wiadomo dokąd to prowadzi, nigdy nie ma na to odpowiedzi czy to prowadzi w takiej radykalnej wersji do zamilknięcia. Człowiek nie chce już znajdywać i sam podejmuje decyzje, że nie, że dziękuje albo, że zaczyna bawić się tymi umiejętnościami, które nabył. Tego nie wiemy, do tego potrzeba jakiejś większej wirtuozerii. Jednak to wszystko powinno służyć temu żeby w najprostszy z możliwych sposobów, ale i jak najbardziej wyrazisty i głęboki dać opowieść innym ludziom (innej osobie) tym samym ich rozśmieszyć, wzruszyć, roztańczyć i usadzić na miejscu – różne są elementy oddziaływania.

Płyta „Skąddokąd” jest o poszukiwaniu, przede wszystkim stara się odpowiedzieć na pytanie w jakim jesteśmy teraz miejscu. W jakim miejscu wg Pana jest Raz Dwa Trzy? Gracie już ponad 20 lat…
Jest w jakimś jednocześnie bardzo dziwnym, nieprzewidywalnym miejscu, ponieważ nikt z nas nie przypuszczał, że my zdobędziemy taką popularność. Zawsze chcieliśmy grać koncerty i byliśmy na to gotowi. Byliśmy w stanie poświęcić bardzo wiele ze swojego życia prywatnego żeby móc koncertować i spotykać się z publicznością, bo to jest sól porozumiewania się z ludźmi. Nie sprzedaż płyt, tylko obecność na scenie. I graliśmy na bardzo wielu scenach – od bardzo kameralnych po wielkie sceny. My na tej płycie nie tyle poszukujemy, my nie zadajemy pytań skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy, bo to nurtuje ludzkość od bardzo wielu setek lat i nie bardzo potrafię sobie na nie odpowiedzieć. My się raczej rozglądamy w czasie teraźniejszym, gdzie jesteśmy. Co to jest za zjawisko świat, w którym się znajdujemy, jak się w nim odnaleźć żeby przeżyć z godnością. Żeby nie zrobić rzeczy, których człowiek nie chce, a które mają swą pokusę nieustającą żeby móc spojrzeć codziennie w lustro i powiedzieć, że jakoś nam się udaje.

Zaczął się okres Wielkiego Postu, czyli czas nawracania się, poprawy. Czy wierzy Pan w takie zmiany? Czym dla Pana jest ten okres?
Tak ja wierzę, że nie przez narzucenie, ale przez pewne zobowiązania, których się podejmuje, zmienia się samego siebie, a jeżeli się zmienia samego siebie, to i świat się zmienia, bo dokłada się do tego świata chęć zmiany i od tego należałoby zacząć. Jeżeli jest proporcjonalnie dużo ludzi, którzy rok rocznie podejmują takie zobowiązanie, najlepiej jakby się to odbywało poza wiedzą kogokolwiek żeby nie było takiej sytuacji, że ktoś oczekuje nagrody, za to że nagle za sprawą mojego działania coś się zmieniło. Nie. To jest takie współuczestniczenie z ofiarą Chrystusa – każdy na własną miarę. Niektórzy potrzebują dużych doznań i podejmują bardzo radykalne postanowienia, ale ja nie wiem czy to jest porównywalne. Każdy musi je podjąć na swoją miarę. Dla dziecka ogromnym wyzwaniem będzie, np. rezygnacja ze słodyczy na 40 dni, a dla alkoholika rezygnacja z alkoholu. To nie ma dać człowiekowi satysfakcji, tylko ma mieć jakiś głębszy sens przemiany wewnętrznej. Módlmy się za wszystkich, którzy potrzebują wsparcia w takich momentach.

Można powiedzieć, że ateizm jest dość popularny. Jak Pan myśli dlaczego wiara jest tak trudna w dzisiejszych czasach dla młodego pokolenia?
Ja bym powiedział, że to nie ateizm jest w modzie, bo żeby być radykalnym ateistą trzeba mieć naprawdę poważne predyspozycje do tego i to nie jest łatwa postawa. Ja cenię ateistów dlatego, że jeżeli to wynika z ich wyboru, świadomej myśli intelektualnej to jest to postawa radykalna i w tej postawie ja dostrzegam dobro i je szanuję. Natomiast teraz najmodniejszy jest bezsens. Im bardziej bezsensu, tym lepiej i to ma świadczyć o tym, że ponieważ świat znajduje się w chaosie najlepiej postępować bezsensu. Należałoby myślę zestawić taką postawę z jakąś sytuacją radykalną, w której ktoś potrzebuje pomocy, czy potrzebuje towarzyszenia w trakcie umierania – wtedy się wszystko zmienia. Ja spotykam bardzo wielu ludzi i często brak mi po prostu słów, dlatego przysłuchuję się. Polecałbym wszystkim, którzy wierzą w tę bezsensowność znaleźć się w hospicjum dziecięcym tylko na godzinę i wraca sens.

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 23.03.2011