Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Jest niewiele rzeczy, których nie dam rady zrobić w protezie

Jest niewiele rzeczy, których nie dam rady zrobić w protezie

Magda Pierzyna to 24-letnia chorzowianka, którą zaatakował nowotwór złośliwy, w wyniku czego amputowano jej nogę. Niedawno zyskała nową protezę i niezapomniane wspomnienia z wyprawy do Afryki.

Przykład Magdy pokazuje, że choroba i niepełnosprawność nie muszą stać na przeszkodzie w dążeniu do celu i spełnianiu swoich marzeń. Projekt „Kierunek: szczęście”, który realizowała Fundacja „Iskierka” i w którym uczestniczyła chorzowianka, zwraca uwagę na problem społeczny związany z dostępnością niepełnosprawnych do zaopatrzenia medycznego, w tym protez oraz niewystarczającego wsparcia ze strony systemu opieki zdrowotnej. W projekt zaangażował się również dziennikarz, fotograf i podróżnik Tomasz Michniewicz oraz firma VIGO-Ortho Polska. 1 grudnia podczas koncertu Fundacji „Iskierka” w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu przybliżono historię Magdy i pokazano fragment filmu z wyprawy do Afryki.

Kiedy zachorowałaś i jak przebiegała choroba? Co wtedy postanowiłaś zrobić?
Zachorowałam w pierwszej klasie liceum, chodziłam wtedy do klasy przyrodniczo-usportowionej, więc sport był zawsze dość istotny w moim życiu. Po wycieczce integracyjnej rozbolało mnie kolano, ale nie przejęłam się tym bardzo, bo myślałam, że to zwykła kontuzja. Dopiero kiedy zaczęło mi puchnąć kolano pomyślałam, że czas wybrać się do lekarza. Tak zaczęły się kontrole, a dopiero po 3 miesiącach zostałam skierowana na tomografię komputerową. Z opisu TK wynikało, że w kości strzałkowej mam guz, który trzeba usunąć chirurgicznie. Po operacji okazało się, że jest to nowotwór złośliwy. Dopiero po trzech miesiącach od operacji lekarze skierowali mnie na chemioterapię. Po trzech cyklach na Śląsku rodzice przenieśli moje leczenie do Warszawy, do Instytutu Matki i Dziecka, gdyż nie byłam jeszcze wtedy pełnoletnia. W ten sposób, dzięki intensywnemu leczeniu, które trwało 1,5 roku, w trakcie którego przeszłam amputację i dwie operacje płuc, udało mi się zakończyć leczenie. W klasie maturalnej postanowiłam, że napiszę maturę razem z moją klasą, po czym udało mi się dostać na wymarzony kierunek studiów.

Jak doszło do projektu Kierunek: szczęście?
W trakcie 3 roku studiów poprosiłam Fundację „Iskierka” o pomoc w zebraniu środków na nową protezę, gdyż moja pierwsze proteza kilkakrotnie była naprawiana i bałam się sytuacji, w której nie będę mogła ukończyć studiów. Większość zajęć odbywała się w laboratorium, więc nie było możliwości poruszać się tam o kulach. Wiedziałam, że koszt nowej protezy jest ogromny i nie będzie to łatwa sprawa. Po 2,5 roku ruszył projekt „Kierunek: szczęście”. Firma V!GO Ortho-Polska zadeklarowała wykonanie najnowocześniejszej protezy dla mnie, a fundacja dołożyła wszelkich starań by nagłośnić problem dofinansowań do protez.

Co dzięki temu udało Ci się osiągnąć?
Dzięki wyprawie do Afryki udało mi się przetestować nową protezę w całkiem innych, czasami całkiem ekstremalnych warunkach, m.in. miałam możliwość wspinania się po górach czy chodzenia przez kilkanaście godzin po sawannie, gdzie trawa czasami sięgała do pasa, a teren był bardzo nierówny. Przed wyjazdem nową protezę miałam niecałe dwa tygodnie, więc prawdziwa rehabilitacja zaczęła się w Afryce. W ciągu trzech dni, w trakcie których miałam założoną protezę po 20 h/dobę, udało mi się przełamać pewną barierę względem nowej protezy. Tak naprawdę dobra proteza w bardzo dużym stopniu ułatwia życie, ale najpierw trzeba jej zaufać i przyzwyczaić się do zupełnie innego mechanizmu działania protezy. Wbrew pozorom, nie jest to wcale łatwa sprawa. Zostanie zmontowany film, który ma na celu uświadomienie, jak wiele wysiłku musiałam włożyć w to żeby dostać nową protezę i jak wiele osób musiało mi w tym pomóc. Tak naprawdę miałam dużo szczęścia, że poznałam tyle życzliwych osób. Chciałabym żeby każdy miał dostęp do dobrej protezy, która naprawdę odmienia życie.

Jesteś świeżo po podróży. Co podczas tego wyjazdu było dla Ciebie najtrudniejsze, a co najbardziej zapamiętasz?
Najtrudniejsze było to, że nie potrafiłam w tej protezie sprawnie się poruszać, gdyż bałam się jej zaufać. Mięśnie uda, których nie używałam w tamtej protezie od 7 lat, nagle zaczęły być istotne. Pojawiły się zakwasy, a przede wszystkim musiałam mieć protezę cały czas na sobie, więc tak naprawdę początki wyprawy to był pot i łzy. Po trzech dniach zakwasy minęły, a ja poczułam się zdecydowanie pewniej na protezie. Był to moment, kiedy zaczęłam się naprawdę cieszyć z tej wyprawy i dostrzegać to, co mnie otacza, czyli piękne widoki, zwierzęta będące na wyciągnięcie ręki. Zakochałam się w tym miejscu. To czego nigdy nie zapomnę to dotyk skóry słonia czy nosorożca pod dłonią. Tak naprawdę dzikie zwierzęta, przed którymi musiałam uważać na każdy swój ruch, by ich nie przestraszyć, ale takie doświadczenie dodaje mnóstwo pozytywnej energii. Poza tym niesamowici ludzie, którzy opiekują się Rezerwatem Imire, czułam się tak jak w jednej wielkiej rodzinie.

Z filmiku wynika, że wcale nie miałaś taryfy ulgowej na wyjeździe. Zmagałaś się z wszystkim tak, jak zupełnie zdrowa osoba. Jak dawałaś sobie radę?
Niemniej jednak przeważnie szłam ostatnia. Pierwsze chwile tam to była moja wewnętrzna walka ze słabościami, bardzo chciałam udowodnić sobie, że dam rade, choć czasami gryzłam wargi bo było ciężko. Nie do końca nawet panowałam nad protezą, bo mam mnóstwo nawyków ze starej protezy. Nowe miejsce, nowi ludzie i nowa proteza. W końcu poobdzierana, spocona, zmęczona przestałam się skupiać tylko i wyłącznie na protezie. Od tamtego momentu wszystko było inne.

Jak obecnie wygląda Twoja sytuacja?
W dalszym ciągu trwają małe poprawki nad protezą i trwa rehabilitacja, bo bardzo zależy mi na estetycznym chodzie oraz na tym żeby w pełni wykorzystać możliwości nowej protezy. Jeszcze bardzo dużo pracy przede mną, ale mam na czym pracować i jestem niezwykle szczęśliwa z tego powodu.

Czy po tej podróży Twoje życie jakoś się zmieni?
Tomek Michniewicz, który zabrał mnie w to miejsce, uświadomił mi, ile ograniczeń tak naprawdę jest tylko i wyłącznie w mojej głowie. Tak naprawdę jest niewiele rzeczy, których nie dam rady zrobić w protezie. I to jest wspaniałe uczucie.

Dziękuję za rozmowę.

PUBLIKACJA | portal MójChorzów.pl | 5.12.2012