Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Damy z siebie wszystko…

Damy z siebie wszystko…

Maciej Balcar – wokalista znany przede wszystkim z zespołu Dżem ma na swoim koncie wiele innych ciekawych projektów. Obecnie promuje swoją solową płytę „Ogień i woda”, która ukazała się w listopadzie ubiegłego roku. 24 stycznia o godz. 19.00 zapraszam do chorzowskiego Teatru Rozrywki, gdzie zagra koncert. Z tej okazji udało mi się z nim spotkać i porozmawiać.

Jesteś po architekturze. Czy już wtedy towarzyszył Ci duch artystyczny?
Myślę, że tak. Architektura to wydział bardzo artystyczny. Wielu architektów z powodzeniem zajmowało się muzyką i nie tylko – sztukami wszelakimi. Na wydziale architektury generalnie panuje duch artystyczny.

Czy możesz opowiedzieć krótko jak zaczęła się Twoja solowa droga muzyczna?
Jako młody chłopak miałem różne pomysły na muzykę i z różnymi składami próbowałem coś zdziałać aczkolwiek zawsze bardziej lub mniej była to praca zespołowa. W 1996 r. wyjechałem do Warszawy, gdzie poznałem Krzyśka Feusette’a – opolanina, który przeprowadził się tam w czasie studiów i osiadł na stałe. Okazało się, że pisze bardzo fajne teksty. Poczułem, że to jest właśnie to, czego potrzebuję żeby rozpocząć autorską działalność. Zacząłem pisać muzykę do jego tekstów i z tego zebrał się materiał, który później miałem szansę nagrać dwa lata później na płycie „Czarno”.

Na album „Ogień i woda” czekaliśmy 12 lat. Jak powstawał i skąd pomysł na współpracę z zespołem NIE-BO?
Zespół NIE-BO zaprosił mnie 6 lat temu na koncert do Krakowa, na którym miałem wykonać swoje ulubione standardy. Panowie rzetelnie się przygotowali tak, że koncert był bardzo udany. Tam zagraliśmy parę moich solowych utworów, ale generalnie chodziło o to, że różni wykonawcy mieli powybierać swoje ulubione standardy i je śpiewać w tym cyklu koncertowym. Wybrałem sobie takie piosenki, które kolegów zaskoczyły – były zupełnie inne niż zazwyczaj ludzie sobie wybierali. Na tyle mi się to spodobało i im również, że postanowiliśmy sobie to przy jakieś okazji powtórzyć i tak od pięciu lat zdarza nam się powtarzać te koncerty od 5 do 10 razy w roku. Może to nie jest dużo, ale jest to stały i regularny kontakt. Współpraca z NIE-BEM zaowocowała tym, że w momencie, kiedy miałem do nagrania płytę, to wiedziałem, że oni są gotowi do tego. Wiedzą w jakich rejonach się poruszam, co mi się podoba, jak ewentualnie można by było zagrać mój materiał. Ogniskiem zapalnym płyty „Ogień i woda” jest akcja promocyjna mojego rodzinnego miasta – Ostrowa Wielkopolskiego, które postanowiło wywiesić mój wizerunek na banerach wjazdowych do miasta i co za tym idzie zostałem obywatelem roku. Niejako na zachętę żebym się szybciej zdecydował, wyraził zgodę na tą promocję zaproponowano mi również dofinansowanie do solowej płyty. To było na początku 2010 roku. Nie powiem żeby to była łatwa decyzja, bo z jednej strony bardzo mi zależało żeby nagrać solowy materiał i już długo się nad tym zastanawiałem kiedy mi się to uda zrobić, ale ten początek był na tyle kłopotliwy, że z Dżemem przymierzaliśmy się do nagrywania płyty. Co może nie stanowiło jakiegoś wielkiego kłopotu jeśli chodzi o materiał, bo zarówno dżemowy był właściwie ukończony jeżeli chodzi o koncepcję, jak i na tą solową właściwie też nie musiałem za bardzo szaleć. Napisałem tylko dwa całkiem nowe utwory, dużo mam takich, które po prostu czekały na swoją kolej, na nagranie. Problem raczej pojawiał się w momencie kiedy zastanawiałem się jak będzie z premierami tych płyt. W przypadku miasta i płyty solowej miałem odgórnie narzucony termin i wiedziałem o tym już w styczniu, że płyta będzie na początku listopada. W przypadku dżemowej to było kompletnie nie do przewidzenia. Równie dobrze mogła być na wiosnę, optymalnie by było gdyby była na Festiwal im. Ryśka Riedla, względnie festiwal Pawłowy. To, że się tak przesunęła i był między nimi tydzień różnicy nie jest do końca złe zważywszy, że to nie są dwa równolegle prowadzone i tej samej wagi projekty. To jednak Dżem jest rzeczą nadrzędną i najważniejszą i wszystko co robię podporządkowuję pod terminy dżemowe. Nie pojawiają się tutaj żadne konflikty interesów. Moja solowa płyta jest po prostu sytuacją bardziej ambicjonalną, a dżemowa, wiadomo – najważniejsza.

Na płycie znajdują się również kawałki z poprzedniej płyty. Dlaczego się tak stało, czemu do nich powracasz?
Po pierwsze dlatego, że płyty nie ma na rynku od 5 lat – została wycofana ze sprzedaży i wiem, że są osoby, które szukają jej po internecie i kupują za chore pieniądze. Żal mi trochę tamtego materiału, aczkolwiek nie jestem w stanie go w żaden sposób odzyskać, bo nie jest to moja własność żebym mógł ją wydać na nowo. Po drugie od sześciu lat z NIE-BEM graliśmy te utwory na koncertach i one się zmieniły, dostały skrzydeł, zmienił się ich charakter. Czasami nie są to wielkie zmiany, ale to wszystko zupełnie inaczej płynie w tym momencie, w porównaniu z rokiem 1998. Chciałem pokazać jak te utwory wyglądają na chwilę obecną. To są najważniejsze piosenki w mojej historii, zresztą one chyba wszystkie były singlami płyty „Czarno” i jestem przekonany, że zyskały w nowych aranżacjach. Dodatkowo ten okres, który dzieli płytę „Czarno” od płyty „Ogień i woda”, czyli 12 lat, to jest taki „szmat czasu”, że właściwie to tak jakby to była pierwsza płyta.

Na płycie znajdziemy również utwór „Wolność” – tekst Marka Grechuty. Dlaczego akurat ten utwór?
„Wolność” to utwór Marka Grechuty stosunkowo mało znany, natomiast bardzo lubię ten tekst i już dawno przymierzałem się do tego żeby ten utwór w jakiejś swojej aranżacji przygotować. Ponad dwa lata temu miałem okazję zabrać się za niego, ponieważ dostałem propozycję od człowieka z Warszawy, który planował wydanie takiego albumu, gdzie różni artyści wykonują piosenki Marka Grechuty w swoich aranżacjach. Tak się składało, że z NIE-BEM przygotowaliśmy ten utwór według tego, co mi grało i dzwoniło w uszach. Projekt nie doszedł do skutku, a bardzo fajnie zaaranżowany kawałek Marka Grechuty nam został. W momencie kiedy padła później propozycja nagrywania solowej płyty, doszedłem do wniosku, że ten utwór tyle czasu przeleżał w szufladzie, że właśnie teraz jest jego czas i dobry moment żeby ujrzał światło dzienne.

„Popiół i diament” jest oparty na wierszu Norwida…
To jest z kolei tekst, który znam od dziecka. „Popiołem i diamentem” – samym filmem – zaraził mnie mój ojciec. Z tytułu nawet tego, że bohater książki Andrzejewskiego i główna postać filmowa ma na imię Maciek, ja dostałem tak na imię. To jest pierwszy film, w którym poznałem Zbyszka Cybulskiego, ale też film, który zapadł mi w pamięć. Cytat z wiersza Norwida, który pojawia się w filmie, właściwie znałem na pamięć całe życie i musiałem zrobić muzykę do tego wiersza.

Masz w swoim dorobku przeróżne projekty: musicale, filmy, użyczałeś głosu „Mustangowi w Dzikiej Dolinie”. Czy jest coś jeszcze, czego chciałbyś spróbować?
Wydaje mi się, że te rzeczy, które udało mi się zrobić – oczywiście mówimy o tych dodatkowych poza dżemowych i poza solowych, a w szczególności „Jesus Christ Superstar”, „Mustang z Dzikiej Doliny”, czy współpraca z Harlemem, to są takie rzeczy, których bym sobie podobnych życzył przez całe życie. Nie mam dookreślonej formy w jakiej chciałbym się poruszać, w jakiej chciałbym się zrealizować w przyszłości, natomiast jestem otwarty na to, co mi los przyniesie, co mi zostanie zaproponowane. Miałem okazję ostatnio zagrać w premierze rock opery „Krzyżacy”. Myślę, że ta rock opera ma szansę coś zdziałać. Pewne rzeczy na pewno trzeba by było doszlifować, bo mieliśmy naprawdę mało czasu, ale wszystko wskazuje na to, że ten spektakl ma szansę cieszyć się dużym powodzeniem. Postać Juranda ze Spychowa jest to na pewno coś, czego bym się nie spodziewał dwa lata temu. Te rzeczy cieszą, bo po pierwsze w jakiś sposób inspirują, zmuszają do kreatywności i zmiany takiego standardowego sposobu myślenia. To jest ważne, bo przekłada się na pracę nad materiałem muzycznym, czasami także na kontakt z publicznością na koncertach. Człowiek całe życie się uczy i każde z takich doświadczeń jest dla mnie na pewno bardzo istotną lekcją.

Jeździsz na motocyklu – to bardzo niebezpieczne. Czy to twoja pasja? Jak do tego podchodzisz?
Motocykle są owszem niebezpieczne, ale na tej zasadzie wszystko jest niebezpieczne. Nawet widelec jest niebezpieczny. Jeżeli nie umiesz się nim posługiwać. Mnie motocykle generalnie kręcą i podobają mi się same w sobie do tego stopnia, że mógłbym siedzieć na ławce i gapić się na motocykl przez pół godziny, czy też słuchać jak pracuje jego silnik. Dlatego też mam ogromną satysfakcję z takich krótkich wycieczek dwugodzinnych, jakie sobie robię po okolicznych wsiach, gdzie co jakiś czas staję, gdzieś przed przydrożną kapliczką albo na środku pola. Na razie tych niebezpieczeństw motocykla nie odkrywam i chyba już jestem za stary na to, żeby ścigać się na motocyklach. Na rowerze też jeździłem przez całe życie i wydawało mi się zawsze, że świetnie jeżdżę, a leżałem wielokrotnie. Na motocyklu jest dokładnie to samo. To są tylko dwa koła i niestety nasze drogi pozostawiają wiele do życzenia. To wszystko skłania do myślenia o jeździe na motocyklu w kategoriach rekreacyjnych a nie wyścigowych.

Jakie plany na przyszłość?
Przede wszystkim będziemy z Dżemem ogrywać „Muzę”. Solowo chciałbym żeby te koncerty się udały – żeby były dobrze przyjęte, muzyka dotarła i podobała się ludziom. Na pewno damy z siebie wszystko i te koncerty wierzę, że będą się podobać. Teraz tylko pytanie jak wiele osób dowie się, że ten koncert jest i będzie miało ochotę przyjść. Liczę na to, że będziemy mogli jak największemu gronu ludzi to zaprezentować. Oprócz tego chciałbym troszeczkę popracować nad materiałem stricte fortepianowym. Teraz mam pomysł na taką płytę. Jeżeli zamknę materiał to będę szukał środków, sposobu żeby to w jakiś sposób nagrać i wydać.

PUBLIKACJA | tygodnik Życie Siemianowic | 19.01.2011