Piszę Składam Pstrykam | Basia Jendrzejczyk » Czuję, że ominął mnie kawał fajnej imprezy

Czuję, że ominął mnie kawał fajnej imprezy

Dziennikarz radiowy i telewizyjny, prezenter, satyryk i aktor, a z wykształcenia technik autoklawów. Od kilku lat podbija serca rzeszy telewidzów programem Szymon Majewski Show, w którym żartuje z otaczającej nas rzeczywistości, szczególnie ze świata polityki. Uśmiechnięty, kolorowy, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Pozytywnie zakręcony „świr” w oczach studentów.

Szymon Majewski, z którym miałam okazję się spotkać, jest równie sympatyczny, jak ten, którego możemy oglądać na ekranie TV. W bytomskiej Elektrociepłowni Szombierki włączył się w imprezę charytatywną, prowadząc aukcję Szymon dla Szymona. Jak sam mówi: „jeśli możemy ,gęby’ użyć w jakimś słusznym celu, pomóc ludziom, którym jest trudniej w życiu, nie ma niczego wspanialszego”.

Jak zaczęła się Twoja kariera dziennikarska?
Kariera dziennikarska? Staram się unikać takiego określenia. Myślę, że do nazwania mojej ścieżki życiowej bardziej pasuje „rozrywkowa”. Obecna praca jest naturalną konsekwencją moich młodocianych ciągotek do żartów, psot i psikusów. Od zawsze tkwiła we mnie chęć do spoglądania na wiele obszarów rzeczywistości z życzliwym, a czasem ironicznym, przymrużeniem oka.

Jak wspominasz lata szkolne, jesteś podobno technikiem autoklawów?
Tak, to najszczersza prawda. Już wyjaśniam tajemniczą nazwę – autoklaw to piec sterylizacyjny, a więc urządzenie, bez którego nie może funkcjonować żadna placówka medyczna. Coś w życiu trzeba było robić podczas odpracowywania służby wojskowej właśnie w szpitalu.

Czy nie zastanawiałeś się, aby zgłębiać wiedzę na dalszym szczeblu edukacji? Jak widziałbyś siebie w roli studenta?
Oczywiście, że się zastanawiałem i wciąż zastanawiam. Życie studenckie to podobno wspaniały czas i uważam, że każdy powinien go zakosztować. Młody duch, beztroska, ogromne pokłady energii, egzaminy pozytywnie zdawane, ewentualnie urocze poprawki [śmiech], a po zajęciach imprezy, wyjścia do kina, teatru, rozmowy o życiu i śmierci w parku przed szkołą lub uczelnią. W dorosłym życiu, kiedy człowiek uwięziony w garniturze, wszystkimi siłami próbuje zarobić na życie, już trudniej jest sobie pozwolić na luz i spełnianie najskrytszych, szalonych marzeń. Właśnie z powodu tego dorosłego życia, pełnego planów, dążeń, ambicji i obowiązków, raczej nie dane mi będzie jakoś zapełnić tego miejsca w CV przeznaczonego na dalszą edukację.  A szkoda, bo czuję, że ominął mnie kawał fajnej imprezy.

Jak oceniasz prowadzone przez siebie programy na przestrzeni lat?
Każdy wspominam inaczej, ponieważ to były różne etapy w moim życiu, z których każdy darzę sentymentem, a wszystkie one wypływały z moich doświadczeń oraz aktualnego stopnia dojrzałości. Szymon Majewski Show, który obecnie prowadzę, jest uznawany za bardziej komercyjny od poprzednich programów. Człowiek cały czas się rozwija, chłonie zjawiska, zdarzenia i osobowości ludzi, jest nasycany tymi elementami, a one warunkują postęp i zmiany. Dla mnie nie do pomyślenia było 10 lat temu, że mógłbym się zająć humorem politycznym. Kiedy miałem 25-28 lat, uważałem ludzi z tej branży za totalnych obciachowców. Nagle urodziły się dzieci, poczułem, że żyję w tym kraju tu i teraz, że ode mnie wiele zależy, również kształtowanie świetlanej przyszłości moich pociech. W międzyczasie zaczęli pojawiać się wielbiciele moich wcześniejszych programów czysto abstrakcyjnych, takich grepsów, które wcześniej strasznie lubiłem tworzyć. Zawsze im jednak powtarzałem, że nie mogę być zakładnikiem tego, co kiedyś robiłem. W obecnym programie osiągnąłem kompromis – wiele elementów zaczerpniętych z ducha dawnych projektów, mocno połączonych z show-biznesem, polityką itp.

Właśnie w swoim autorskim programie wyśmiewasz polityków, władzę. Jak osobiście traktujesz politykę, czy jest to tylko powód do śmiechu?
To jest wręcz konieczny powód do śmiechu, spowodowany stylem uprawiania polityki współcześnie, a więc charyzmatycznym cwaniactwem. Nie przeczę, że u podstaw leżą pewne idee, które politycy próbują realizować, jednak dla mnie są niewiarygodni. Kiedy słucham obietnic, które nie mają szans na spełnienie, zastanawiam się nad powodami kłamstwa osób, przez które są wypowiadane. W mojej pracy przyświeca mi cel: bawić i rozbawić ludzi. Politycy nie mogą mówić ludziom tego, co chcą usłyszeć, ponieważ automatycznie skazują swoje słowa na nieprawdę. Pan X mówił, że wspomoże powodzian, ale nie może tego uczynić dlatego, że w tym momencie państwo cierpi na wieloletnią dolegliwość pod postacią dziury budżetowej. No i co? Już mamy problem.

Masz na swoim koncie kilka nagród, w tym kilka Świrów. Czy czujesz się świrem?
Tak, ale nie od razu byłem do tego przekonany. Kiedyś do mnie zadzwonili i powiedzieli, że chcą mnie mianować Świrem. Odmówiłem. Ten tytuł naiwnie wydawał mi się być naznaczony pejoratywnie. Teraz uważam, że jest to bardzo miła nagroda, bo przyznawana przez studentów. Oni trochę inaczej myślą o mediach i w związku z tym na ich łaskawość trudniej jest sobie zasłużyć. Studenci, a więc ludzie oczytani, światli i o szerokich horyzontach, odkryją z marszu choćby najdrobniejszy element fałszu.

Jak powstał Ędward Ącki?
Ącki jest zbiorową pracą wielu ludzi. W momencie kiedy powstała koalicja egzotyczna – Samoobrona z PiSem, stwierdziliśmy że każdy może być w polityce. Wyobraziliśmy sobie i postanowiliśmy stworzyć takiego jak najbardziej paździerzowego polityka, który będzie mówił ludziom głupoty, uściślając – dokładnie to, co chcą usłyszeć. Przy tym będzie mówił otwarcie, że kłamie i będzie wyglądał właśnie w ten sposób. Strasznie się ten pomysł spodobał, a ludzie polubili Ąckiego. Śmiało i z nieukrywaną zazdrością mogę powiedzieć, że on jest popularniejszy ode mnie.

Osoby parodiowane w Twoim programie, różnie reagują. Jaką reakcję szczególnie pamiętasz? Komuś coś się nie podobało, czy podobało w odgrywanej postaci?
Joanna Senyszyn ciągle domaga się parodiowania i mówi, że jest jej za mało. Wiem, że parę osób się obraziło, zresztą szczególnie politycy mają do tego tendencję.

Byłeś harcerzem. Wymień, proszę, kilka pozytywów wynikających z przynależności do ZHP.
Tak, byłem harcerzem w 16 Warszawskiej Drużynie Harcerzy im. Zawiszy Czarnego. Tamte czasy wspominam jako wspaniałą przygodę. Na początku podchodziłem do tego ideologicznie, z czasem jednak została tylko kapitalna zabawa. Spływy kajakowe, obozy, obóz na palach wybudowany przez nas samych podczas stanu wojennego. Przez trzy tygodnia spaliśmy na środku jeziora w chatkach zrobionych z drewna. Mieliśmy most zwodzony, ściany i dachy z plecionej maty. Mieliśmy niesamowitą radość robienia czegoś na przekór totalnemu społecznemu syfowi dookoła. Super czas, jedna z najwspanialszych drużyn.

Co lubisz robić w wolnym czasie?
Od wielu lat lubię uczyć się angielskiego. Aczkolwiek ostatnio coraz bardziej frustruje mnie moja niewiedza i brak doskonałości. Bardzo bym chciał mówić po angielsku tak jak myślę, ale ostatnio Krzysztof Materna uświadomił mnie, że nigdy takiego stanu nie osiągnę. Lubię czytać i często to robię. Lubię zarówno spacery po lesie, jak i odpoczynek w domu na kanapie, pod kocem – czytam książkę, uczę się angielskiego. Kupiłem sobie translator, tłumaczę sobie wiele rzeczy. Słucham muzyki, uwielbiam zespół Placebo, którego słucham na okrągło od paru lat i dzieci nie mogą tego wytrzymać. Dużo energii pochłania mój program, bycie z ludźmi, ciągle ktoś jest za mną, ktoś mnie czesze, ubiera, ciągle muszę coś zrobić na przysłowiowe już, teraz, wczoraj.

Skąd inicjatywa prowadzenia imprez charytatywnych?
Od paru lat współpracuję z Fundacją Iskierka, której pomagam w różnych sytuacjach i załatwianiu spraw. Poproszono mnie również o prowadzenie aukcji Szymon dla Szymona – spodobała mi się ta inicjatywa, dlatego się zgodziłem. Ja to odbieram jako pewien rodzaj obowiązków, bo jeśli możemy „gęby” użyć w jakimś słusznym celu, pomóc ludziom, którym jest trudniej w życiu, nie ma niczego wspanialszego. Nic innego nie przynosi tak wielkiej satysfakcji.

PUBLIKACJA | magazyn Ferwa | 10.2010